I didn't go to the tutorial today.
Probably I should really start to learn, but it's really not easy for me.
I'm so lazy. Today. I want to sleep all the time but on the other hand I don't.
It was really cold in the morning, whereas in the afternoon it was kind of warm.
I can't make any sense of the weather right now.
I watched a TV series about a ballerina i NYC. However, it is really strange. This combination of the beautifully innocent ballet and the girl and then this thing with the strippers and sexuality.
I'm always a little bit shocked when I'm watching this.
Our prof. talked about James Bond in the lecture. It was some way relaxing but... yeah you felt somehow useless there. Watching this particular scenes from the older Bond movies and the photos of Lady Diana in front of the Taj Mahal with the comparison of the actual royal couple.
Yeah, Kipling was a great story writer but he also was a real idiot concernig the citizens in Africa and the ''cololnies''.
I also learned that Channing Tatuum worked as a stripper in some days. Yeah, that's what you are doing with your friend, when the lecture starts to be boring. You begin to check out the biographies of actors you really like.
I can't think of anything else to say.
My eyes are annoying me. My ears are still annoying me too.
And I'm still thinking about this specific person, even if I'm not allowed to do that.
Yeah, life is not an ice cream with your favorite flavours.
We should accept this.
Moonlight in the handfull
|
Strony |
Cytat
|
|
|
201016afternoon
Padał deszcz, przez cały dzień i prawdopodobnie przez całą noc, bo kiedy słońce się wyłoniło, padał jeszcze.
Deszcz zawsze mnie fascynował. Zagrałam nawet rolę, która przez deszcz i miłość do tego stanu pogodowego dosłownie spadła na ziemię.
Życie też raczej fascynuje każdego, tak sądzę.
Jest deszcz, i lubię deszcz, ale jeżeli przychodzi z połączeniem zimnego wiatru zachodzącego w każde zakamarki ciepłego ciała, nienawidzę. Wtedy nie lubię tej pogody, jest wstrętna.
I jak jest życie, które w pewnym momencie miesza się ze stanami na które nie mam wpływu, i one się ciągną, ciągną dalej...tracę cierpliwość. Chce mi się krzyczeć. Bo jest mi tak cholernie ciężko. Nie mam pojęcia skąd mam brać siłę, lub to COŚ co pozwoli mi żyć dalej z tym. Ale jakoś jednak, żyję.
Dalej. Tylko to dalej staję się walką. Co dzienną. Co godzinną. Czasami nawet w poszczególnych momentach.
W moim wybuchu emocjonalnym złościłam się na kościół, na księży, na całą religię. W końcu i chyba przede wszystkim na Boga.
Bo czy to nie on powinien patrzeć czy się nie zawalamy pod tymi ciężarami?
Zaczęłam dostrzegać wszystkie te małe i większe niesprawiedliwości wokół mnie, kiedy idę ulicami. Kiedy czytam nagłówki artykułów. Wszędzie to widać.
Dla wszystkich stało się to normą, nie zwracamy uwagi na krzywdy, na niedole, na ciężary innych ludzi, które są w większości niesprawiedliwe, na które żaden ten człowiek nie zasłużył.
Norma.
Nie moglibyśmy, bo by to nas wykończyło.
Nie wiem czy taka forma wyrażania siebie jest stosowna jako modlitwa, albo czy wpisuję się w kategorie modlitwy.
Szczerze, jest to nawet całkiem egoistyczna forma. Zapisywanie swoich myśli.
Życie jest walką.
Niemiłosierną.
Mój kuzyn w pewnym sensie miał rację.
Życie to nie sztuka, gdzie wiemy kiedy co mamy powiedzieć, jakie uczucie wywołać.
Dlatego nie chcę grać w ten sposób.
Nie chcę niczego wywoływać, w prawdzie nie mam pojęcia jeszcze w jaki inny sposób można to zrobić, ale nie chcę... iluzji.
Ale być może wmawianie sobie, że granie moje nie będzie iluzją jest kolejną wielką iluzją.
Bo zawsze przecież to co zagram nie będzie w pełni realne, prawda?
Tak jak światy z książek, istnieją , ale nie będą realne. Nie wiem, gubię się.
Chciałabym tak bardzo iść na ten koncert. Na The Lumineers.
Chciałabym umieć tak po prostu zacząć się modlić do Boga, w tej chwili kiedy wiem, że powinnam. Odmówić modlitwę. Nie umiem tego.
Wszystko wydaję się takie skomplikowane.
Jest skomplikowane.
Powinnam się iść ubrać, mam się jeszcze spotkać z H.
Cause it is a long road to wisdom
but a short one to being ignored
What did you do to my eyes...
I'm an english student now. I'm studying this language and obviously I should use it in my life. From time to time.
The grammar is a mess. It's a mess for me, for some people it's just pure logic.
But what if I don't want to analize every sentence and cut it in the smallest units. That is not making any sense. And then, there are this words describing other words.
It's madness.
I have not written in english a long time now. And I probably should get better in it. I have a friend, she is hilarious. She should be studying this. Not me.
Maybe it's a good thing to write in a blog which should be for a story about Jem who really had problems and he kept going. Despite everything.
And he also did not deserved what he got.
But then, in the end,
I really love happy endings.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)